Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nasze mieszkanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nasze mieszkanie. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 29 listopada 2016

Mój pierwszy kalendarz adwentowy.

No nie taki pierwszy - bo na pewno w dzieciństwie miałam kalendarz z czekoladkami - ale pierwszy taki dorosły. Pomysł zaczerpnęłam od Lu z Enjoy Your Home, która dwa lata temu powiesiła skarpetki w oknach. Zapadło mi to w pamięć - zresztą sami zobaczcie <KLIK>.


Do skarpetkowego kalendarza możecie użyć rozparowanych skarpetek. Każdy ma w domu takie samotne, którym pralka zjadła przyjaciela ;) Ja użyłam nowych, ponieważ Michał od miesiąca za mną chodził i mówił: "Kup mi skarpetki!". Przecież święta są doskonałą okazją do ich wręczania :D Dodajemy do tego sznurek, klamerki oraz stare światełka choinkowe i gotowe!

Do środka skarpet możecie schować co chcecie - drobne upominki czy słodycze. U nas są to ulubione czekoladki i napisanych kilka miłych słów do siebie nawzajem.

Zachęcam do zrobienia własnego. Tak na prawdę nie trzeba wydawać, żadnych pieniędzy. Można zrobić kalendarz z przedmiotów znalezionych w domu, a napisane miłe słowa będą cenniejszym darem od nie jednego kupionego prezentu.


Wraz z kalendarzem pojawiły się pierwsze ozdoby świąteczne. Nie mogę się już doczekać, aż będziemy ubierać choinkę. Te święta będą wyjątkowe - pierwsze z naszą Kluską Matyldą.

Pozdrawiam,
Martyna

czwartek, 15 września 2016

Sesja dla katalogu Texi.

W lipcu w naszym mieszkaniu odbyła się mała sesja zdjęciowa do katalogu maszyn Texi. Nasze trójkąty na ścianie oraz moje koszyczki ze sznurka bawełnianego posłużyły za tło dla domowych maszyn do szycia i stołów prasowalniczych. Modelem był między innymi mój idealny katalogowy mąż, który pięknie udawał, że potrafi prasować ;P


Jeżeli ktoś z was poszukuje dobrej maszyny do szycia to zapraszam was na 10 Święto Techniki Strima. Znamy się ze Strimą już chyba 10 lat, więc śmiało mogę powiedzieć, że znajdziecie w tej firmie najlepszych specjalistów, którzy pomogą wam dobrać idealny sprzęt. Wszystkie maszyny znajdziecie na stronie Strima.

Jak wam się podobają zdjęcia? Nie jest to jeszcze sesja w magazynie wnętrzarskim, ale myślę, że wygląda świetnie ;) i do tego mogę się chwalić mężem ;)

Pozdrawiam,
Martyna

zdjęcia: Strima

środa, 31 sierpnia 2016

#uwielbiamMU

Na koniec wakacji ogłaszam KOKURS! I to nie byle jaki, bo cykliczny!

Wielu z was ma już moje łapacze snów, koszyki ze sznurka bawełnianego czy inne rękodzieła u siebie w domu. Z wielką chęcią zobaczę jak im się u was mieszka! A może z wami podróżują? Lub znaleźliście dla nich inne-nowe zastosowanie? Zaskoczcie mnie!

Dodawajcie zdjęcia moich prac na Instagram lub Facebooka oznaczając je #uwielbiamMU
Oznaczcie również moje konto, aby inni mogli do mnie trafić. Instagram: @scenariuszdlamoichsasiadow Facebook: @MU.creating.and.living

Na koniec każdego miesiąca wybiorę jedno według mnie najładniejsze zdjęcie, a autora nagrodzę do wyboru: albo mini łapaczem snów, albo najmniejszym koszyczkiem ze sznurka bawełnianego :)

Pierwsze rozstrzygnięcie 30 września! Macie miesiąc na wymyślenie lub na uchwycenie ciekawego kadru :) Powodzenia!

Podsumowując 3 zasady:
1. Dodaj zdjęcie moich prac zrobione przez siebie na Instagram lub Facebooka oznaczając je #uwielbiamMU (pamiętajcie, że na Facebooku, post musi być dodany jako publiczny, żebym mogła go zobaczyć) Oznaczcie również moje konto, aby inni mogli do mnie trafić. Instagram: @scenariuszdlamoichsasiadow Feacbook: @MU.creating.and.living
2. Dodając zdjęcie wyrażasz zgodę na użycie go przeze mnie na blogu czy portalach społecznościowych.
3. W każdym ostatnim dniu miesiąca, wybiorę najciekawsze zdjęcie, a autora nagrodzę jedną z dwóch nagród do wyboru: Mini Łapacz Snów (średnica 4 cm, w dowolnym kolorze) lub najmniejszy koszyk ze sznurka bawełnianego (okrągły, 12cmx11cm, w dowolnym kolorze sznurka dostępnego u mnie w magazynie).

Pozdrawiam,
Martyna

czwartek, 11 sierpnia 2016

Wonsz.

Jak poradzić sobie bez wykroju z nietypowym kształtem? - poszewka na poduszkę ciążową. 

Oto Wonsz (tzn. wąż), czyli poduszka ciążowa. Nie jest tajemnicą, że jestem przy nadzieji - chyba już to zauważyliście. ;)  Obecnie 35 tydzień <3, czyli zbliżam się do końca.

Poduchę zakupiłam na początku pierwszych miesięcy tego wyjątkowego okresu. Zdecydowałam się na kształt "9" tudzież "6", a nie litery "C" ze względu na większą długość poduszki oraz możliwości jej wykorzystania.

Dla nie wtajemniczonych w tematykę przyjścia dziecka na świat już tłumaczę. Taką poduszkę w okresie ciąży można wykorzystywać do wsparcia pleców lub brzucha podczas spania. Później jest bardzo pomocna podczas karmienia malucha, odciąża ręce i plecy. Można nią również zabezpieczać obszar zabawy czy spania dziecka.


Poduszka miała swoją oryginalną poszewkę wykonaną z cienkiej tkaniny bawełnianej. Niestety taki materiał nie jest elastyczny. Dodatkowo mała gramatura tkaniny (tzn. grubość) wpłynęła na szybsze wycieranie i zużywanie się pokrowca. Podczas różnych kombinacji cyrkowych z Wenszem materiał po prostu pękł.

Zamawiając nowe materiały postawiłam na elastyczną dzianinę, potocznie teraz nazywaną "dresówką". Jest ona wykonana w 92% z bawełny i 8% elastanu, co gwarantuje dobrą rozciągliwość. W sklepach są również dostępne różne gramatury tych samych wzorów. Im większa gramatura tym materiał grubszy, trwalszy, ale też cieplejszy. Warto ją odpowiednio dobrać do zastosowania rzeczy, którą szyjemy.

Poduszka ma być wykorzystywana przy dziecku, więc zdecydowałam się na prosty wzór w butelki z mlekiem oraz polar minky w kolorze kakałka. ;) Myślę, że to para idealna.

 Materiał w butelki mleka pochodzi ze sklepu Metry i centymetry
Nie miałam żadnego szablonu na taką poduszkę, a kształt był dość niecodzienny. Zawsze, jeżeli nie macie wykroju, albo spotykacie się z nieregularną formą trzeba po prostu odrysować wzór samemu. Jest łatwiej, jak w moim przypadku dana rzecz się podrze. Możecie ją całą rozpruć na części i każdą odrysować. Przy tworzeniu wykroju np. z ulubionej bluzki, trzeba się trochę bardziej na wyginać, żeby oryginału nie zniszczyć i uzyskać dokładny szablon.

Jeżeli chcecie mieć szablon do ponownego wykorzystania, wystarczy go odrysować na sztywnym papierze i odpowiednio oznaczonego przechowywać. Ja  w związku z moim doświadczeniem i zapotrzebowaniem na jeden pokrowiec wycięłam kształt bezpośrednio na materiale.


Najpierw odrysowałam potrzebny kształt na polarze minky. Trzeba pamiętać o dokładnym i płaskim rozłożeniu materiału, aby odwzorować jak najlepiej oryginał i nie stworzyć niepotrzebnych luzów, czy zakładek. Następnie wystarczyło już wycięty jeden element szczepić szpilkami z dzianiną we wzory i wyciąć. Oczywiście łączymy stroną prawą do prawej. ;) Wtedy możemy siadać od razu do maszyny. Szycie zajęło mi najmniej czasu, dzięki mojemu overlocki 4-nitkowemu, który za jednym zamachem wykończa brzeg i łączy materiały.

Ostatnim elementem, było wszycie zamka. Wystarczyło wypruć go z poprzedniej poszewki, ponieważ był niezniszczony i w pełni sprawny. Tu nic nigdy się nie marnuje! ;) Przy łączeniu zamka z dzianiną nie naciągajcie materiałów, bo wszyjecie zapięcie krzywo. Najlepiej dokładnie szczepić elementy szpilkami, albo zafastrygować.


Lubię szyć poduszki, bo jest to łatwe i przyjemne, a efekt zawsze pięknie zdobi wnętrze. Pewnie dlatego mam ich tyle w domu. :) Napiszcie czy podobają się wam takie posty ze wskazówkami jak poprawnie szyć.

Pozdrawiam,
Martyna

czwartek, 9 czerwca 2016

Łóżko z palet.

Pół roku temu stworzyliśmy z mężem łóżko z palet do naszego mieszkania. Oczywiście wszystko zaczęło się od internetowych inspiracji. Spaliśmy na samym materacu, fundusze nie pękały w szwach, więc postanowiliśmy spróbować. Wydawał się to tani i prosty sposób na urządzenie sypialni.


Wstępny plan zakładał użycie 4 palet i ułożenie ich w kształt litery T. Stoliki nocne miały być wtedy ustawione na paletach. Niestety po wymierzeniu sypialni oraz szafek plan okazał się nietrafiony. Stoliki okazały się o 5 cm za szerokie i nie zmieściły by się na podwyższeniu, a sam pomysł na ułożenie w literę T zabrał by za dużo miejsca. Nie chcieliśmy specjalnie wymieniać szafek nocnych, ani tracić przestrzeni, więc zdecydowaliśmy się przyciąć palety idealnie pod materac.

Pomysł na zagłówek wpadł Michałowi na samym końcu roboty, gdy dolne palety były już pomalowane. Zaczynając przeprowadzkę, dostrzegliśmy jak bardzo pobrudziła się nam ściana w sypialni, gdzie spaliśmy na samym materacu i często siedzieliśmy opierając się o nią. Trzeba było więc wrócić do garażu i zająć się obróbką kolejnych dwóch palet.


Dolne palety szlifowałam sama szlifierką wibracyjną, która może i fajnie by się sprawdziła do małych prac domowych. Niestety przy tej ilości pracy okazała się za lekka i szlifowanie nią było dość długie. Z tego powodu pożyczyliśmy od wuja porządną, ciężką szlifierkę taśmową. Praca z nią szła jak marzenie. Szybciej i bardziej wydajnie. Ja nie miałam już siły po poprzednich czterech, dlatego Michał wyszlifował je już sam.

Odświeżone palety zostały pomalowane jedną warstwą matowej farby akrylowej w kolorze białym. Jedna litrowa puszka farby wystarczała tylko na jedną paletę. Słowo "wydajność" zdecydowanie zostało w tej fazie pominięte. Drewno jest bardzo chłonne. Dodatkowo ja starłam się pomalować każdy zakamarek jak najdokładniej.

Po wyschnięciu, palety wymagały jeszcze drobnych poprawek. W miejscach, gdzie farba "nastroszyła" drewno trzeba było jeszcze raz delikatnie przeszlifować ręcznie. Następnie palety zostały przycięte pod wymiary materaca. Na koniec zostało tylko podkleić palety miejscowo filcem, tak żeby nie rysowały podłogi. I gotowe!



Podziwiam ludzi, którzy zajmują się obróbką drewna czy tworzeniem mebli, nawet z palet. Jest to naprawdę ciężka, fizyczna praca. Potrzeba do niej dużo siły i cierpliwości. Nie dziwi mnie też cena gotowych mebli z palet. Patrząc na ilość włożonej pracy oraz zużycia materiałów, ceny te są adekwatne. Oczywiście są miejsca, gdzie można po prostu rzucić palety i z nich korzystać. Tak chyba się robi większość kawiarni/pubów. My wówczas z myślą, że chcemy na paletach spać bezpiecznie i staramy się o potomstwo, które będzie kiedyś raczkować,  postaraliśmy się wyszlifować palety jak najdokładniej, by były w miarę bezpieczne.


 Jesteśmy bardzo zadowoleni z efektu i tego jak wygląda nasza sypialnia. Śpi nam się bardzo wygodnie. Oczywiście na paletach w sypialni się nie skończyło. Wydziergałam dywan ze sznurka bawełnianego, uszyłam granatowe poduchy na zagłówek oraz jaśki ze starych T-shirtów. Nasz dom jest pełny różnorakich twórczości, których ciągle przybywa. W sypialni to na pewno jeszcze nie koniec. W rogu przy drzwiach, gdzie stoi teraz krzesło oraz kosz na pranie powstanie dziecięcy kącik i będzie stało łóżeczko - tym razem już nie z palet ;)

Pozdrawiam,
Martyna
 P.S. Zapraszam na mój Istagram - Scenariusz dla moich sąsiadów, gdzie można było oglądać etapy powstawania łóżka.

czwartek, 5 maja 2016

Trójkąty.

Dzisiaj z innej beczki, bo o urządzaniu wnętrza. W poprzednim poście o sznurku pojawiło się zdjęcie naszego salonu i kolorowej ściany w trójkąty. Taka ściana to nie taka łatwa sprawa jak się wydaje.

Zaczęło się oczywiście od inspiracji znalezionych w internecie. To one sprawiły, że też zapragnęłam zmalować trójkąty.



Zdjęcia: Pinterest

W grudniu podczas naszej przeprowadzki do naszego małego mieszkania, uparliśmy się by pomalować ściany i poskładać meble jeszcze przed świętami Bożego Narodzenia. Niestety ten pośpiech jest widoczny w trójkątach (na szczęście tylko z bliska ;) ). Całość zajęła mi jakieś 4-5h, podzielone na dwa dni, a w piwnicy znalazłam mnóstwo różnokolorowych resztek farb pozostałych z różnych remontów. Ale po kolei.

Wiedziałam, że na symetryczne, równoboczne trójkąty nie starczy mi cierpliwości i czasu, dlatego od razu postawiłam na abstrakcję i nie przygotowywałam sobie szkicu/planu działania na kartce. Pomalowaliśmy ścianę jedną warstwą koloru bazowego. Po wyschnięciu od razu przystąpiłam do działania i zaczęłam przyklejać taśmę malarską na ścianę według swojej fantazji. I tu pojawił się pierwszy błąd. Mianowicie nie miałam zamiaru zostawiać ramki pomiędzy trójkątami, więc musiałam modyfikować kształt trójkątów. Kilka razy trzeba było przesunąć taśmę i kilka razy domalowywałam trójkąty.




Po pierwszym dniu wiedziałam, że powstał już problem drugi. Teraz wiem, że gdybym miała więcej czasu to na pewno bym delikatnie zeszlifowała papierem ściernym brzegi trójkątów. W momencie poprawiana ich kształtów i domalowywania, widać z bliska krawędź powstałą po odklejeniu taśmy malarskiej.

Mimo nie do końca perfekcyjnego wykonania jestem zadowolona z efektów. Salon nabrał ciekawego charakteru, a wykorzystane kolory użyte w całym mieszkaniu stanowią interesujący element wspólny. Dla porównania efekt przed i po. Efekt przed to jeszcze mieszkanie babci, przed całym remontem. Efekt po już z meblami. W pośpiechu przed świątecznym zapomniałam zrobić zdjęcia samym trójkątom przed wstawieniem mebli.



W naszym mieszkaniu są jeszcze dwa małe trójkąty przy wejściu do schowka. Malowaliśmy ściany w salonie dwoma odcieniami szarości. Gdy ciemniejszy odcień się skończył, a ściana została upaćkana nie pozostało nic innego jak trójkątowy fristajl. Całość wyszła świetnie, małe trójkąty są wprowadzeniem do większego dzieła. Moja koleżanka nawet się nabrała i myślała, że wiszący obok obraz Pakala z Meksyku tak pięknie odbija słońce na ścianie.

Buziaki,
M.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...