czwartek, 5 maja 2016

Trójkąty.

Dzisiaj z innej beczki, bo o urządzaniu wnętrza. W poprzednim poście o sznurku pojawiło się zdjęcie naszego salonu i kolorowej ściany w trójkąty. Taka ściana to nie taka łatwa sprawa jak się wydaje.

Zaczęło się oczywiście od inspiracji znalezionych w internecie. To one sprawiły, że też zapragnęłam zmalować trójkąty.



Zdjęcia: Pinterest

W grudniu podczas naszej przeprowadzki do naszego małego mieszkania, uparliśmy się by pomalować ściany i poskładać meble jeszcze przed świętami Bożego Narodzenia. Niestety ten pośpiech jest widoczny w trójkątach (na szczęście tylko z bliska ;) ). Całość zajęła mi jakieś 4-5h, podzielone na dwa dni, a w piwnicy znalazłam mnóstwo różnokolorowych resztek farb pozostałych z różnych remontów. Ale po kolei.

Wiedziałam, że na symetryczne, równoboczne trójkąty nie starczy mi cierpliwości i czasu, dlatego od razu postawiłam na abstrakcję i nie przygotowywałam sobie szkicu/planu działania na kartce. Pomalowaliśmy ścianę jedną warstwą koloru bazowego. Po wyschnięciu od razu przystąpiłam do działania i zaczęłam przyklejać taśmę malarską na ścianę według swojej fantazji. I tu pojawił się pierwszy błąd. Mianowicie nie miałam zamiaru zostawiać ramki pomiędzy trójkątami, więc musiałam modyfikować kształt trójkątów. Kilka razy trzeba było przesunąć taśmę i kilka razy domalowywałam trójkąty.




Po pierwszym dniu wiedziałam, że powstał już problem drugi. Teraz wiem, że gdybym miała więcej czasu to na pewno bym delikatnie zeszlifowała papierem ściernym brzegi trójkątów. W momencie poprawiana ich kształtów i domalowywania, widać z bliska krawędź powstałą po odklejeniu taśmy malarskiej.

Mimo nie do końca perfekcyjnego wykonania jestem zadowolona z efektów. Salon nabrał ciekawego charakteru, a wykorzystane kolory użyte w całym mieszkaniu stanowią interesujący element wspólny. Dla porównania efekt przed i po. Efekt przed to jeszcze mieszkanie babci, przed całym remontem. Efekt po już z meblami. W pośpiechu przed świątecznym zapomniałam zrobić zdjęcia samym trójkątom przed wstawieniem mebli.



W naszym mieszkaniu są jeszcze dwa małe trójkąty przy wejściu do schowka. Malowaliśmy ściany w salonie dwoma odcieniami szarości. Gdy ciemniejszy odcień się skończył, a ściana została upaćkana nie pozostało nic innego jak trójkątowy fristajl. Całość wyszła świetnie, małe trójkąty są wprowadzeniem do większego dzieła. Moja koleżanka nawet się nabrała i myślała, że wiszący obok obraz Pakala z Meksyku tak pięknie odbija słońce na ścianie.

Buziaki,
M.

sobota, 23 kwietnia 2016

Sznurek.

Kilka słów o dzierganiu z bawełnianego sznurka, ponieważ jest to niezwykle satysfakcjonujące :D

Już od kilku lat panuje moda na poduchy, kosze, dywany zrobione z bawełnianego sznurka. Ja postanowiłam zrobić dwie z wymienionych rzeczy: dywan oraz kosz.

Ciężko jest zdobyć sznurek w jak największym kawałku. Najczęściej sprzedawany jest pocięty na kawałki po 50m. Z pomocą dobrej koleżanki udało mi się zdobyć sznurek długości 500m! Dzięki temu nie musiałam łączyć ze sobą mniejszych kawałków i ukrywać łączeń.

Oglądając pracę na sprzedaż różnych rękodzielników, czasami ze zdziwienia mogą wyjść oczy, ale sznurek nie jest materiałem tanim. Dodając do tego pracę rąk i pomysł, cena tych wyrobów już tak nie dziwi. Mi udało się zdobyć 500m sznurka w wybranym kolorze za ok. 110zł.

Dlaczego praca ze sznurkiem jest taka satysfakcjonująca? Bo szybko widać efekty! Mój dywan i kosz robiłam na szydełku z tzw. słupków. Robi się to łatwo, szybko i przyjemnie. Przy małych rzeczach trzeba być zdecydowanie bardziej cierpliwym w oczekiwaniu na efekty.

Łącznie praca nad dywanem zajęła mi jakieś 12-16h. Nad koszem 8-10h. Nie obyło się bez prucia. Dywan był pruty dwa razy zanim określiłam gdzie i ile dodawać słupków. Niestety informacje z innych blogów czy od innych rękodzielników się u mnie nie sprawdziły, musiałam znaleźć swój własny sposób. Z koszem poszło już łatwiej, choć też raz go sprułam.

Z chęcią zrobiła bym jeszcze jakieś poduchy czy pled, ale chyba było by już tego sznurka za dużo w naszym wnętrzu. Jestem zadowolona z efektu. A wam jak się podoba?

M.






środa, 17 grudnia 2014

Koszulkowy recykling.

Kto z nas nie ma góry starych T-shirtów przeznaczonych na piżamy lub szmatki. Zdarza się, że koszulka niszczy się mocno pod pachami lub gdzieś ją poplamimy, albo się powykręca i nagle nie da się jej nosić. Czasem są to koszulki ze świetnymi nadrukami, z którymi żal się rozstać. T-shirty, które trafiają w moje ręce dostają drugie życie. Zamieniam je w poszewki na poduszki!
Rzecz najprostsza na świecie uszyć kwadrat czy prostokąt. Właściwie nawet nie trzeba wszywać zamka, wystarczy odpowiednio podwinąć materiał. Szyje się szybko i przyjemnie, a nadruki z bohaterami z bajek czy filmów wyglądają świetnie na łóżku czy kanapie. Wystarczy zmierzyć poduszkę i wyciąć odpowiedni rozmiar z koszulki oraz odcinając zniszczone, niepotrzebne części. I oryginale poduszki gotowe!.



Czaszka, gazeta, kwiatki - koszulki
Pościel w grochy - IKEA




Wampirki, Freddy Krueger, Miś Jogi - koszulki
Love, Jodełka - Empik
Czerwone prostokątne - IKEA

Marzy mi się jeszcze narzuta uszyta z T-shirtów, ale trochę potrwa zanim je uzbieram. Chyba że macie jakieś koszulki z fajnymi nadrukami na zbyciu, to bardzo chętnie dam im nowe życie. ;) 


M.

poniedziałek, 5 listopada 2012

O zielonej, koronkowej sukience.

Wreszcie doczekałam zdjęć z pewnego wesela, na którym to bawiłam się najwspanialej na świecie. ;) Elastyczną koronkę kupiłam wiosną, podszewkę na początku lata i dwie godziny przed weselem uszyłam to cudeńko. Szyło się łatwo i przyjemnie - głównie na czteronitkowym overlocku. Sukienka bardzo prosta, podszewka z przodu wszyta w kształt serca. Niestety jestem z natury ciamajdą, podczas prasowania przypaliłam koronkę i to na samym środku, w okolicach talii. Zamiast sprawdzić najpierw temperaturę i to gdzieś na brzegu, od razu przyłożyłam w sam środek. W tym wypadku sukienka doczeka się jakiejś fajnej przeróbki, a co za tym idzie nowej odsłony. Na wesele do tej sukienki dobrałam delikatne dodatki - beżowe balerinki i złote wiszące kolczyki, których nawet nie widać. Pochwalę się jeszcze, że złapałam bukiet panny młodej i z Michałem zostałam Nową Parą Młodą. ;)

xoxo
M.




niedziela, 11 marca 2012

Zielono mi.

Przeprowadzona! Było dużo sprzątania, parę rzeczy zostało jeszcze do zrobienia, ale w końcu jestem "na swoim". Powoli ogarniam szyciowe sprawy, niestety wolniej niż myślałam.

Dzisiaj prezentuję wam jedną z zaległości uszytą jeszcze w grudniu. Trudno określić do końca co to jest. Według mnie to pidżamo-podomka, ale Michał nazwał to kimonem kung fu. :D Dostał je ode mnie w prezencie na święta. Uszyte z ciepłej flaneli doskonale sprawdza się w domu, i do spania w zimowe mroźne wieczory, i do chodzenia po domu. Składa się z prostych spodni z odszytymi kieszeniami i krótkiego szlafroczka wiązanego w tali czarnym pasem. ;)

Na zdjęciach oczywiście Michał. Akurat sprzątał w naszej nowiutkiej kuchni. Oberwało mi się z ręcznika. :) Enjoy! 

xoxo
M.

Ps. Nadruk na koszulce też zrobiłam ja ;) Napis głosi: "No drap po pleckach" Miłego końca weekendu ;)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...