O tej cudownej akcji dowiedziałam się od Pań pielęgniarek, podczas 2h pobytu w przychodni na badaniach krzywej glikemicznej (obowiązkowe badanie w ciąży). Siedziałam i dziergałam łapacza snów dla zabicia czasu. Wtedy Panie pielęgniarki podsunęły mi zdjęcia ośmiorniczek. Po powrocie do domu od razu przyłączyłam się do akcji.
Ośmiorniczki dla wcześniaków to akcja charytatywna skupiająca rękodzielników i ludzi dobrej woli. Ma na celu zbiórkę wydzierganych ośmiorniczek dla wcześniaków, które będą przekazywane potrzebującym szpitalom i maluchom. Macki ośmiorniczek przypominają wcześniakom pępowinę, dlatego szybsze przybycie na świat jest dla nich mniej stresujące. Wtulają się w maskotkę i myślą, że wciąż są w brzuchu mamy. Sprzyja to szybszemu zdrowieniu malucha.
Do akcji można włączyć się poprzez grupę na Facebooku Ośmiorniczki dla wcześniaków. Tam znajdziecie schemat na ośmiorniczkę i wszystkie zasady dotyczące jej wykonania. Najważniejszą jest to, że zobowiązujemy się działać charytatywnie i nie pobierać, żadnych opłat czy zysków ze sprzedaży ośmiorniczek. Niestety dla niektórych zdobycie schematu maskotki, jest kolejną okazją zarobkową. Pamiętajcie, że nagrodą jest bezinteresowna pomoc innym. Jest to mały gest, który naprawdę może pomóc.
Jeżeli chcecie dołączyć do akcji to serdecznie zapraszam! Ośmiorniczkę robi się łatwo i przyjemnie z myślą, że umilą szybsze przyjście na świat małego dziecka. W grupie znajdziecie wszystkie niezbędne informację. Wasz udział, nie wymaga od was żadnych nakładów finansowych (chyba, że sami tak postanowicie), ponieważ są dostępne włóczki otrzymane charytatywnie czy rabaty do pasmanterii. Potrzeba tylko waszego czasu i chęci. Jak tylko zaczniecie możecie też łączyć się w grupy i wspierać się na różnych warsztatach.
Mi udało się wydziergać 4 ośmiorniczki. Mam nadzieję, że nasza kluska nie będzie ich potrzebować (to już 32 tydzień!). Choć nie ukrywam, że pewnie ośmiorniczkę jej wydziergam lub wymyślę innego stwora z mackami, dla uspokojenia pierwszych dni po porodzie.
Mam nadzieję, że zachęciłam was do przyłączenia się do akcji.
Pozdrawiam,
Martyna
wtorek, 19 lipca 2016
czwartek, 7 lipca 2016
Mini Łapacz Snów.
Mąż skończył urlop, wyprawka dla dziecka dopięta prawie na ostatni guzik, więc powoli wracam do normalnego trybu dnia. Dzisiaj opowiem wam o Mini Łapaczach Snów, które powstały dzięki mojemu bratu.
Wymyślenie wzoru nie było już takie trudne. Na tak małej przestrzeni - kółko ma 4 cm średnicy - nie mogło zmieścić się wiele. Sugerując się doświadczeniem nabytym przy tworzeniu większych łapaczy postawiłam na stworzenie jak największych przestrzeni za pomocą szydełkowego łańcuszka. Oczywiście nie obyło się bez próbowania i prucia, ale jest to proces niezwykle twórczy i bardzo satysfakcjonujący.
Tak przygotowany łapacz snów wisi już w kilku samochodach, został brelokiem do kluczy, a nawet naszyjnikiem wręczonym na Dzień Mamy. Michał mówi, że powinnam sobie z nich zrobić kolczyki. Niby rękodzieło nie jest domeną mężczyzn, ale często podpowiadają dobre pomysły, więc warto ich posłuchać.
Mini łapacz snów, może być zdecydowanie czymś więcej niż tylko ozdobą, ale to pozostawiam waszej wyobraźni!
Pozdrawiam,
Martyna
Krystian, bo tak ma na imię, wymyślił sobie, że chce mieć małego łapacza powieszonego pod lusterkiem samochodu. Taka ozdoba musi być przede wszystkim mała, żeby w żaden sposób nie ograniczała widoczności w samochodzie. Na tym polegało wyzwanie: gdzie ja znajdę taką małą obręcz? Michał, czyli mąż, wysłał mnie do sklepu metalowego, samochodowego i elektrycznego w poszukiwaniu różnych metalowych nakrętek, nakładek czy podkładek. Żadne z nich się nie sprawdziło. Koniec końców trafiłam do marketu dekoracyjno-budowlanego i tam udało mi się znaleźć odpowiedniej wielkości kółka. Uwaga!: od karnisza. Przetestowałam i udało się!
Wymyślenie wzoru nie było już takie trudne. Na tak małej przestrzeni - kółko ma 4 cm średnicy - nie mogło zmieścić się wiele. Sugerując się doświadczeniem nabytym przy tworzeniu większych łapaczy postawiłam na stworzenie jak największych przestrzeni za pomocą szydełkowego łańcuszka. Oczywiście nie obyło się bez próbowania i prucia, ale jest to proces niezwykle twórczy i bardzo satysfakcjonujący.
Tak przygotowany łapacz snów wisi już w kilku samochodach, został brelokiem do kluczy, a nawet naszyjnikiem wręczonym na Dzień Mamy. Michał mówi, że powinnam sobie z nich zrobić kolczyki. Niby rękodzieło nie jest domeną mężczyzn, ale często podpowiadają dobre pomysły, więc warto ich posłuchać.
Mini łapacz snów, może być zdecydowanie czymś więcej niż tylko ozdobą, ale to pozostawiam waszej wyobraźni!
Pozdrawiam,
Martyna
czwartek, 9 czerwca 2016
Łóżko z palet.
Pół roku temu stworzyliśmy z mężem łóżko z palet do naszego mieszkania. Oczywiście wszystko zaczęło się od internetowych inspiracji. Spaliśmy na samym materacu, fundusze nie pękały w szwach, więc postanowiliśmy spróbować. Wydawał się to tani i prosty sposób na urządzenie sypialni.
Wstępny plan zakładał użycie 4 palet i ułożenie ich w kształt litery T. Stoliki nocne miały być wtedy ustawione na paletach. Niestety po wymierzeniu sypialni oraz szafek plan okazał się nietrafiony. Stoliki okazały się o 5 cm za szerokie i nie zmieściły by się na podwyższeniu, a sam pomysł na ułożenie w literę T zabrał by za dużo miejsca. Nie chcieliśmy specjalnie wymieniać szafek nocnych, ani tracić przestrzeni, więc zdecydowaliśmy się przyciąć palety idealnie pod materac.
Pomysł na zagłówek wpadł Michałowi na samym końcu roboty, gdy dolne palety były już pomalowane. Zaczynając przeprowadzkę, dostrzegliśmy jak bardzo pobrudziła się nam ściana w sypialni, gdzie spaliśmy na samym materacu i często siedzieliśmy opierając się o nią. Trzeba było więc wrócić do garażu i zająć się obróbką kolejnych dwóch palet.
Dolne palety szlifowałam sama szlifierką wibracyjną, która może i fajnie by się sprawdziła do małych prac domowych. Niestety przy tej ilości pracy okazała się za lekka i szlifowanie nią było dość długie. Z tego powodu pożyczyliśmy od wuja porządną, ciężką szlifierkę taśmową. Praca z nią szła jak marzenie. Szybciej i bardziej wydajnie. Ja nie miałam już siły po poprzednich czterech, dlatego Michał wyszlifował je już sam.
Odświeżone palety zostały pomalowane jedną warstwą matowej farby akrylowej w kolorze białym. Jedna litrowa puszka farby wystarczała tylko na jedną paletę. Słowo "wydajność" zdecydowanie zostało w tej fazie pominięte. Drewno jest bardzo chłonne. Dodatkowo ja starłam się pomalować każdy zakamarek jak najdokładniej.
Po wyschnięciu, palety wymagały jeszcze drobnych poprawek. W miejscach, gdzie farba "nastroszyła" drewno trzeba było jeszcze raz delikatnie przeszlifować ręcznie. Następnie palety zostały przycięte pod wymiary materaca. Na koniec zostało tylko podkleić palety miejscowo filcem, tak żeby nie rysowały podłogi. I gotowe!
Podziwiam ludzi, którzy zajmują się obróbką drewna czy tworzeniem mebli, nawet z palet. Jest to naprawdę ciężka, fizyczna praca. Potrzeba do niej dużo siły i cierpliwości. Nie dziwi mnie też cena gotowych mebli z palet. Patrząc na ilość włożonej pracy oraz zużycia materiałów, ceny te są adekwatne. Oczywiście są miejsca, gdzie można po prostu rzucić palety i z nich korzystać. Tak chyba się robi większość kawiarni/pubów. My wówczas z myślą, że chcemy na paletach spać bezpiecznie i staramy się o potomstwo, które będzie kiedyś raczkować, postaraliśmy się wyszlifować palety jak najdokładniej, by były w miarę bezpieczne.
Jesteśmy bardzo zadowoleni z efektu i tego jak wygląda nasza sypialnia. Śpi nam się bardzo wygodnie. Oczywiście na paletach w sypialni się nie skończyło. Wydziergałam dywan ze sznurka bawełnianego, uszyłam granatowe poduchy na zagłówek oraz jaśki ze starych T-shirtów. Nasz dom jest pełny różnorakich twórczości, których ciągle przybywa. W sypialni to na pewno jeszcze nie koniec. W rogu przy drzwiach, gdzie stoi teraz krzesło oraz kosz na pranie powstanie dziecięcy kącik i będzie stało łóżeczko - tym razem już nie z palet ;)
Pozdrawiam,
Martyna
P.S. Zapraszam na mój Istagram - Scenariusz dla moich sąsiadów, gdzie można było oglądać etapy powstawania łóżka.
Wstępny plan zakładał użycie 4 palet i ułożenie ich w kształt litery T. Stoliki nocne miały być wtedy ustawione na paletach. Niestety po wymierzeniu sypialni oraz szafek plan okazał się nietrafiony. Stoliki okazały się o 5 cm za szerokie i nie zmieściły by się na podwyższeniu, a sam pomysł na ułożenie w literę T zabrał by za dużo miejsca. Nie chcieliśmy specjalnie wymieniać szafek nocnych, ani tracić przestrzeni, więc zdecydowaliśmy się przyciąć palety idealnie pod materac.
Pomysł na zagłówek wpadł Michałowi na samym końcu roboty, gdy dolne palety były już pomalowane. Zaczynając przeprowadzkę, dostrzegliśmy jak bardzo pobrudziła się nam ściana w sypialni, gdzie spaliśmy na samym materacu i często siedzieliśmy opierając się o nią. Trzeba było więc wrócić do garażu i zająć się obróbką kolejnych dwóch palet.
Dolne palety szlifowałam sama szlifierką wibracyjną, która może i fajnie by się sprawdziła do małych prac domowych. Niestety przy tej ilości pracy okazała się za lekka i szlifowanie nią było dość długie. Z tego powodu pożyczyliśmy od wuja porządną, ciężką szlifierkę taśmową. Praca z nią szła jak marzenie. Szybciej i bardziej wydajnie. Ja nie miałam już siły po poprzednich czterech, dlatego Michał wyszlifował je już sam.
Odświeżone palety zostały pomalowane jedną warstwą matowej farby akrylowej w kolorze białym. Jedna litrowa puszka farby wystarczała tylko na jedną paletę. Słowo "wydajność" zdecydowanie zostało w tej fazie pominięte. Drewno jest bardzo chłonne. Dodatkowo ja starłam się pomalować każdy zakamarek jak najdokładniej.
Po wyschnięciu, palety wymagały jeszcze drobnych poprawek. W miejscach, gdzie farba "nastroszyła" drewno trzeba było jeszcze raz delikatnie przeszlifować ręcznie. Następnie palety zostały przycięte pod wymiary materaca. Na koniec zostało tylko podkleić palety miejscowo filcem, tak żeby nie rysowały podłogi. I gotowe!
Podziwiam ludzi, którzy zajmują się obróbką drewna czy tworzeniem mebli, nawet z palet. Jest to naprawdę ciężka, fizyczna praca. Potrzeba do niej dużo siły i cierpliwości. Nie dziwi mnie też cena gotowych mebli z palet. Patrząc na ilość włożonej pracy oraz zużycia materiałów, ceny te są adekwatne. Oczywiście są miejsca, gdzie można po prostu rzucić palety i z nich korzystać. Tak chyba się robi większość kawiarni/pubów. My wówczas z myślą, że chcemy na paletach spać bezpiecznie i staramy się o potomstwo, które będzie kiedyś raczkować, postaraliśmy się wyszlifować palety jak najdokładniej, by były w miarę bezpieczne.
Jesteśmy bardzo zadowoleni z efektu i tego jak wygląda nasza sypialnia. Śpi nam się bardzo wygodnie. Oczywiście na paletach w sypialni się nie skończyło. Wydziergałam dywan ze sznurka bawełnianego, uszyłam granatowe poduchy na zagłówek oraz jaśki ze starych T-shirtów. Nasz dom jest pełny różnorakich twórczości, których ciągle przybywa. W sypialni to na pewno jeszcze nie koniec. W rogu przy drzwiach, gdzie stoi teraz krzesło oraz kosz na pranie powstanie dziecięcy kącik i będzie stało łóżeczko - tym razem już nie z palet ;)
Pozdrawiam,
Martyna
P.S. Zapraszam na mój Istagram - Scenariusz dla moich sąsiadów, gdzie można było oglądać etapy powstawania łóżka.
czwartek, 2 czerwca 2016
Kocyk z kwadratów.
Na pomysł zrobienia kocyka na szydełku wpadłam kilka miesięcy temu jak już byłam w ciąży. Przeglądając z mamą stare szydełkowe gazetki (z których zresztą co trzeci wzór już wykonała mama) wpadłam na schematy bluzek z kwadratów. Zawsze mi się podobały, coś chciałam z nich stworzyć, niekoniecznie bluzkę, ale nie wiedziałam co. Natura sama posunęła mi pomysł na kocyk dla dziecka.
Początkowo miał to być koc dla naszej kluski, ale w końcu został
przeznaczony na prezent dla innego dziecka, które właśnie przybyło do
naszej rodziny. Ja dla Małej M jeszcze zdążę wymyślić i wydziergać
inny.
Pracę potrzebną na utworzenie kocyka podzieliłam na etapy. Najpierw wykonywałam kwadraty po kolei w każdym kolorze - 24 z każdego. Jeden element to jakieś 10-15 min, więc szybko było widać postępy. Za każdym razem, gdy kończyłam z jednym z kolorów robiłam sobie kilku dniową przerwę z łapaczami snów lub koszykami ze sznurka bawełnianego. Łącznie musiałam wydziergać 96 kwadratów.
Kolejnym krokiem było połączenie części w całość. Po tym etapie postanowiłam koc wyprasować. I tu nastąpiła niespodzianka, w postaci zmiany rozmiarów. Kwadraty powiększyły się o 20%, akryl pod wpływem pary rozciągnął się. Finalnie jeden element miał 10x10cm. Trzecim etapem było wykonanie kolorowych okrążeń wokół pledu w celu ozdobnego wykończenia.
Ostatnią rundą pozostało przyszycie ciepłego polaru minky w kolorze szarym. Jest to ostatnio bardzo modna tkanina w różnych produktach dla dzieci. Ze względu na rozciągnięcie akrylu musiałam zmienić koncepcję na wykończenie. Planowałam zrobić 10cm brzeg z polaru. Z powodu zmiany wymiarów powstało wąskie 2cm zakończenie.
Podsumowując: łącznie wykonanie takiego kocyka w rozmiarach 90x130cm zajmuje około tygodnia. Ja robiąc przerwy po każdym z etapów rozbiłam pracę na prawie miesiąc. Samo dzierganie kwadratów jest łatwe i przyjemne, bo można to robić wszędzie. W poczekalni u lekarza, w autobusie, czy w trakcie meczu. I nie trzeba przy tym dużo ze sobą dźwigać. Fizycznie najtrudniejsza jest część czwarta - przyszycie polaru. Koc robi się cięższy i trzeba dobrze go spasować z polarem.
Tak oto koc prezentuje się w całej okazałości.
Następny zrobię jednak trochę mniejszy ;)
Pozdrawiam,
Martyna
czwartek, 26 maja 2016
Nie daleko pada jabłko od jabłoni.
Z okazji Dnia Matki, dziś opowiem o mojej mamie, która nauczyła mnie wszystkiego. Szyć, robić na drutach, szydełkować - po prostu tworzyć.
Od zawsze moja rodzicielka szyła mi wszelkie ciuchy, robiła sweterki, zabawki - zresztą mojemu bratu również. Nawet w wieku nastoletnim szyłyśmy razem, póki sama się dobrze nie nauczyłam w szkole średniej. W późniejszym czasie mama zajmowała się szydełkowaniem ozdób świątecznych: aniołków, śnieżynek, jajek wielkanocnych. Wykonywaniem wszelkich firanek i obrusów na zamówienie. Były takie okresy że miała zamówienia na rok do przodu i żyliśmy z rękodzielnictwa.
W podstawówce ujawnił się we mnie talent do projektowania ubioru. Cokolwiek nie wymyśliłam, moja mama mi to szyła, bądź dziergała na maszynie. Wystarczyło, że to narysowałam. Założyłam nawet zeszyt z projektami. Z czasem mama nauczyła mnie szyć na maszynie, robić na drutach (choć to mi do tej pory za dobrze nie wychodzi) i szydełkować. Nigdy nie miałam za dużo cierpliwości i wytrwałości - zawsze siedziała we mnie mała Pani Kierownik. Projektowałam coś, robiłam wykrój, a szycie przy maszynie zlecałam mamie. Pewnie dlatego w technikum odzieżowym, w którym się uczyłam pokochałam overlock 5-nitkowy i szycie z wszelkich dzianin. Szycie na nim było o wiele szybsze i wygodniejsze niż na zwykłej stębnówce.
Do szydełka nie pałałam za dużą miłością. W wakacje przed pójściem do szkoły średniej wykonałam jedną bluzkę i na tym się skończyło. Mama nigdy by się niespodziewana, że do niej zadzwonię i powiem, że potrzebuję szydełko i wzory, bo chcę dziergać łapacze snów. A gdy okazało się, że jestem w ciąży to odgrzebałyśmy wszystkie pozostałe zdjęcia i wzory sweterków oraz pluszaków, które mama zrobiła dla mnie, a ja teraz wiem, że wykonam takie same dla naszej kluski. To jest chyba ten moment rodzicielskiej satysfakcji. Znowu tak jak kiedyś, gdy byłam młodsza siedzimy i wymyślamy co uszyję, jak to wykonam oraz jakich włóczek użyć. Szkoda tylko, że tak mało zachowało się na zdjęciach. Zdecydowanie więcej zachowaliśmy całą rodziną we wspomnieniach.
Jestem teraz w 24 tygodniu ciąży. Spodziewamy się z mężem dziewczynki. Ostatnio trochę z przerażeniem zapytałam mamę:"Co ja będę z nią robić? Co się robi z dziewczynkami?" Mama z uśmiechem odpowiedziała mi: "Jak to co? Będziesz robić to samo co my".
Dziękuję Mamo,
Martyna
Od zawsze moja rodzicielka szyła mi wszelkie ciuchy, robiła sweterki, zabawki - zresztą mojemu bratu również. Nawet w wieku nastoletnim szyłyśmy razem, póki sama się dobrze nie nauczyłam w szkole średniej. W późniejszym czasie mama zajmowała się szydełkowaniem ozdób świątecznych: aniołków, śnieżynek, jajek wielkanocnych. Wykonywaniem wszelkich firanek i obrusów na zamówienie. Były takie okresy że miała zamówienia na rok do przodu i żyliśmy z rękodzielnictwa.
Czerwona sukienka oraz krowa zrobione przez moją mamę.
W podstawówce ujawnił się we mnie talent do projektowania ubioru. Cokolwiek nie wymyśliłam, moja mama mi to szyła, bądź dziergała na maszynie. Wystarczyło, że to narysowałam. Założyłam nawet zeszyt z projektami. Z czasem mama nauczyła mnie szyć na maszynie, robić na drutach (choć to mi do tej pory za dobrze nie wychodzi) i szydełkować. Nigdy nie miałam za dużo cierpliwości i wytrwałości - zawsze siedziała we mnie mała Pani Kierownik. Projektowałam coś, robiłam wykrój, a szycie przy maszynie zlecałam mamie. Pewnie dlatego w technikum odzieżowym, w którym się uczyłam pokochałam overlock 5-nitkowy i szycie z wszelkich dzianin. Szycie na nim było o wiele szybsze i wygodniejsze niż na zwykłej stębnówce.
Szalik i czapka wykonane przez moją mamę. Przy bałwanku na szaliku pomagał tata.
Do szydełka nie pałałam za dużą miłością. W wakacje przed pójściem do szkoły średniej wykonałam jedną bluzkę i na tym się skończyło. Mama nigdy by się niespodziewana, że do niej zadzwonię i powiem, że potrzebuję szydełko i wzory, bo chcę dziergać łapacze snów. A gdy okazało się, że jestem w ciąży to odgrzebałyśmy wszystkie pozostałe zdjęcia i wzory sweterków oraz pluszaków, które mama zrobiła dla mnie, a ja teraz wiem, że wykonam takie same dla naszej kluski. To jest chyba ten moment rodzicielskiej satysfakcji. Znowu tak jak kiedyś, gdy byłam młodsza siedzimy i wymyślamy co uszyję, jak to wykonam oraz jakich włóczek użyć. Szkoda tylko, że tak mało zachowało się na zdjęciach. Zdecydowanie więcej zachowaliśmy całą rodziną we wspomnieniach.
Sweter i kołnierzyk dzieło mamy.
Jestem teraz w 24 tygodniu ciąży. Spodziewamy się z mężem dziewczynki. Ostatnio trochę z przerażeniem zapytałam mamę:"Co ja będę z nią robić? Co się robi z dziewczynkami?" Mama z uśmiechem odpowiedziała mi: "Jak to co? Będziesz robić to samo co my".
Dziękuję Mamo,
Martyna
Ja i moja "Wielka" Mama
Subskrybuj:
Posty
(
Atom
)





